wtorek, 10 grudnia 2013

Rozdział II

Nagle do pokoju, niczym ninja, wbił Zayn.
- Cześć. - Z jego głosu łatwo można było wywnioskować, że znów pokłócił się z Perrie, swoją dziewczyną. Miejmy nadzieję, że go nie pobiła. (Mógł odnieść obrażenia wewnętrze... Ma ktoś numer do dobrego lelarza?)
- Cześć. Siadaj. Musimy ci coś powiedzieć. - Liam nawijał szybciorem, niczym Struś-Pędziwiatr, był wyraźnie zaciekawiony.
Teraz wytniemy kawałek o tym, jak chłopcy (niepoprawnie i nielogicznie) opowiadali o wydarzeniach dnia. Oh, ah.
- I chciałem powiedzieć, ale ktoś mi przerwał (wymowne spojrzenie na Malika), że ona niedługo ma urodziny, ale tylko jedną przyjaciółkę. Może zrobimy jej epicką imprę na dwudziestkę? - tak, Niall i jego błyskotliwość.
-BEZ ALKOHOLU, CHŁOPCY! -Kto się nie domyślił, że to Liam?
- Chcę zaznaczyć, iż jej nie znamy... . - Harry musiał dowalić coś sensownego. Po co? Co za debil.
- Szczegół. Się poznamy. - Lou podchwycił pomysł swojego młodszego zioma i przybili sobie żółwika. Tururu.
- To co? Jesteście za? Łapy do góry, niczym kangury! - Niall i te jego powiedzonka...
Trzy ręce wzniosły się ku niebu, a jedna, o oliwkowej cerze, pozostając niepewna podniosła się, gdyż jej właściciel spostrzegł, że inni chcą tej imprezy, więc co się będzie chłopina sprzeciwiał. YOLO.
- No to robimy!
- Ale tylko my? - tamtararam. Logiczny Liam powraca. Payne, nie zaczyna się zdania od 'ale'.
- Tak i mówiła coś o swojej przyjaciółce, ją też warto zaprosić. - blondyn nie mógł powstrzymać podniecenia.
- Może ją bliżej poznamy? - Zayn'owi naprawdę zaczęło zależeć na poznaniu Meg.
- To po nią zadzwonię!
- Niallu Horanie, masz jej numer i nic nie mówisz!
- Louisie Tomlinsonie, owszem.
- Ej chłopaki! Jest po 22.. Zadzwonimy jutro. - Niall spojrzał zawiedziony na Liam'a zerkającego na zegarek.
- Okej... Masz racje. - biedny chłopaczek. Pewnie pół nocy, będzie płakał w podusię, ktorą dostał ostatnimi czasy od Hazzy.
- To co? - odezwał się Loczek - Idziemy już spać? Nie chce mi się jeszcze... - och ty badboyu, przecież już po dobranocce. Przez Meg nie obejrzeli, cza to nadrobić! - Robimy coś? Gramy na playstation?
- Dzieciarnia! Do łóżek! - Liam zrobił poważną minę i pokazywał w stronę sypialni. *a Lou je starszy...*
Cała czwórka zrobiła typowe "wtf" i popatrzeli na siebie zdziwieni. Po chwili wybuchnęli śmiechem.
- Dobre tatuśku! Może jeszcze nam poczytasz? - Horan dusił się. Albo miał pierwszą fazę porodu, tego nikt nie wie.
- Noo jemu to tak.. On nie umie czytać. - Ouć. Wredny Louis.
- Ja. Nie. Żartuję. - Payno wyraźnie akcentował każde słowo. Tak stojąc na prawdę wyglądał jak jakaś typowa mamuśka. Brakowało tylko fartuszka w kotki i wałka w ręce. Zayn i Harry spojrzeli na siebie znacząco (skurczybyki coś kombinują).
  - Okej, chodź tato. Idziemy spać. - Loczek zaczął iść w stronę Liam'a z aroganckim uśmieszkiem, ten się wystraszył (ale mi ojciec) i się cofnął.
- Oj no tatusiu.. Nie chcesz iść ze mną? - był coraz bliżej. Liam już chciał uciec, ale drogę zagrodziła mu ściana.  - No ale najpierw przydałoby się wykąpać, nie sądzisz?
Niall i Louis byli tymi cichymi (jakaś nowość) świadkami. Co chwilę tylko zerkali na siebie z rozbawieniem.
Harry złapał Liam'a, który próbował mu się wyrwać, co w sumie było normalnym zachowaniem obronnym (jak zawsze mądry Daddy). W końcu młodszy chwycił go jak pannę młodą (uu coś się kroi). Unieruchomiony Payno zaczął się drzeć jak małe dziecko (bardziej dziewczynka).
- Harry! Nie tak ostro! - nie no Louis'a to się po prostu nie da uciszyć nawet na 5 minut.
- Spokojnie. Wszystko jest okej, prawda tatku?
Loczek z przyjacielem w objęciach potańcował w stronę łazienki. W drzwiach stał Zayn ucieszony jak 3-latek po zrobieniu kupki. Zacierał ręce.
- Cześć tato.
- Harry. Masz. Mnie. Natychmiast. Postawić. Na ziemię. - Liam był nieźle wkurzony (w sumie kto by nie był, żyjąc z taką bandą idiotów).
Zayn przesunął się, robiąc miejsce w przejściu. Chłopak niosący drugiego kumpla przeszedł przez próg. Kiedy Liam zorientował się, co na niego szykują zaczął się panicznie wyrywać, szarpać, piszczeć i co tam się jeszcze da robić jak przestraszona dziewczyna.
- Ooj widzę, że ktoś się wystraszył? - nie, dostał ataku padaczki. Myślałbyś czasem Styles - Spokojnie! Nie będzie bolało!
- Zaraz ciebie coś zaboli. - Groźny Liam? Chyba muszę to gdzieś zapisać.
- Uuu Harry. Bój się.. - Zayn cały czas śmiał się jak głupi.
Harry zaczął zbliżać się do celu. Niósł swojego wyrywającego się przyjaciela. Malik postanowił mu pomóc w zaoszczędzeniu kilku siniaków.
- No to na 3.. - Harry uśmiechnął się łobuzersko.
- Jeden..
- Dwa..
- AAAA!*

 *BIG MEGA PLUSK*

W tym momencie Liam został wypuszczony z objęć i pofrunął wprost do napełnionej wodą wanny, ale takiej dużej, z hydromasażem itp.. Więc pełny luksus.
Liam niczym syrena wyłonił się z wody. Pozostała dwójka przybiła pjonę i nie mogli opanować śmiechawy.
- Wy idioci.. - dławiący się wodą chłopak próbował wyjść z wanny.
- No! To teraz możemy iść spać. Dobranoc tatuśku. - bezczelny Harry, hm.
Wyszli zostawiając nieogarniętego, mokrego Liam'a.
- Kiedyś naprawdę ich pozabijam, a potem powrzucam do wanny... - powiedział do siebie, sięgając po ręcznik.

Następnego dnia, po ogarnięciu się i w ogóle, Niall zadzwonił do Meg:

*dzwoni*

- Hej, tu Niall.
- O, cześć. Meg.
- Co byś powiedziała na obiad i ciasto u nas?
- Ale z grubej rury. A wiesz, że bardzo chętnie? Będę o 14, ok?
- Ok. Do zobaczenia.

*rozłącza się*

- CZY TY WIESZ, ŻE TERAZ MUSIMY ZROBIĆ OBIAD I CIASTO?! - Lou był wyraźnie przestraszony.
- Z obiadem nie będzie problemu, zrobimy z Harry'm tortille. A z ciastem... tu będzie problem. - Liam jak zwykle ratuje dupę przyjaciela.
- A może ja, miszcz w żarciu, objawię też taleny piekarnicze?
- Cukiernicze, Niall.
- MALIK CICHO. - Po nazwisku, to po pysku. Dobrze, że Zayn nie zna tej zasady.
- Kto chce pomóc tak uroczemu blondynkowi jak ja? - Tu pojawiają się tzw. słodkie oczęta.
- Eh, no ja. Niech będzie. Ale Lou też. - I tak, Zayn będzie robił ciasto. - Jakie?
- Jak mam robić to marchewkowe. -co jak co, ale oryginalność to ty Lou masz we krwi.
- Marchewki to ja ci moge co najwyżej do tortilli wsadzić. - Harry, oj Harry, niekulturalnie.
- Ok. To może tort czekoladowy?
- TAAAAK. - Cztery głosy. Zgodne jak nigdy.
Zayn objawiał swoje zdolności zawsze, gdy pojawiał się w pobliżu mąki i takich tam:
-Niall, do cholery, możesz wsadzić to jajko do miski?
Blondyn wykonal polecenie przyjaciela.
- IDIOTO, BEZ SKORUPKI!
Louis musiał się roześmiać, dołączył do niego Horan, więc Zayn przełamał swoja poważną stronę i zdzielił Irlandczykowi jajkiem.
Ten mu oddal, ale trafił w Louis'a i wojna rozpętała się, ze hejże ho!
Po 15 minutach wszedł Liam.
- Megan będzie za pół godziny, ja z Harrym musimy zrobić obiad, a widzę tylko trzech debili w mące i jajkach, żadnego ciasta.
- O kurde. - Blondyn zareagował natychmiast.
- Ups - Lou jakoś się nie przejął, wzruszył tylko ramilnami
- Dobra, mądry Zayn uratuje sytuację. Zamówimy ciasto!
- Idę po nie zadzwonić. - Lou się poświęcił, ale dobroduszny.
- EJ, chlopaki, Perrie napisała, że musimy się dzisiaj koniecznie spotkać...
- Dobra, idź. Poznasz Meg następnym razem.
- Uhg, dzięki, Liam. Mam już tego wszystkiego serdecznie dość.
- Nie gadaj, tylko idź. Skończcie to kiedyś.
- Cześć.
Chłopak wyszedł, a tu nagle::
DING-DONG
-To Meg. - Lou wypowiedział te słowa szeptem i zanim zdążył wstać, jego irlandzki kumpel już otwierał dziewczynie drzwi.
- Czuję jedzenie. Jestem głodna.
- To pjona!
- Daj haj fajf!
Reszta chłopaków nie słyszała rozmowy, ale głośny plask.
Harry się przestraszył i schował za kanapę, Liam wpisał w Google: "Co zrobić, gdy ktoś pobije mojego kolegę?", a Lou pobiegł do nich zobaczyć, co się stało. Gdy zobaczył ich roześmiane twarze, trochę  nie połapał o co chodzi. Nie drążył tematu, powiedział zaś:
- Zapraszam państwa do stołu. Ale...  ktoś musi go nakryć.
- Już nakryty, chodźcie!
To był krzyk Harry'ego.
- Jejku, jak dawno nie jadłam tortilli. Mniam.
- Ej, co z tym ciastem? - Niall szepnął Louisowi na ucho (jak romantiko).
- O kurde. Za... Zapomniałem. - Tu Tomlinson przywalił łbem o stół.
- Ja przyniosłam coś słodkiego. Nie umiecie mówić szeptem. - Meg mrugnęła do Lou i Horana.
- Już cię kocham. - Niall?!
- Powoli, kolego.
- Myślę, że moglibyśmy się lepiej poznać. - Harry znowu swoje.
- Ok. Może zagramy w pytanie na pytanie?
- Tak, możemy, ale usiądźmy na kanapie.
Przesiedli się i zaczęła się zabawa.

*Dla mniej doinformowanych, pragnę uściślić, iż po "dwa" powinno nastąpić "trzy". Taki tam edukacyjny odnośnik.

--------------------------
Powracamy z następnym rozdziałem.
Pozdrawiamy i liczymy na komentarze! xx
Martha i Paólina

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział I

Pewnego słonecznego dnia Meg postanowiła przejść do parku. Wysoka i szczupła blondynka szybko się ubrała i poszła pooddychać świeżym, paryskim powietrzem (tak, zgadliście - mieszka w Paryżu). Wybrała mało znany park, nieodwiedzany nagminnie przez turystów, niedaleko jej domu. Było jej smutno, ale charakter miała dziwny, i jedno malutkie wesołe wydarzenie mogło podnieść ją na duchu.
I tak idąc zastanawiała się nad tym, dlaczego jest strasznie nieśmiała, (i w ogóle nad sensem istnienia, itepe) ma tylko jedną przyjaciółkę i mimo prawie 20 lat nigdy nie miała chłopaka. Zaprzątając sobie głowę tymi nieistotnymi rzeczami, nie zauważyła prawdziwego zagrożenia! Potknęła się o nierówną cegiełkę, która swoją drogą miała bardzo dziwny kolor, i leciała, a wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy niczym w reklamie l'oreal.

W tym samym czasie

- ONE DIRECTION. AAAA!
- HARRY, I LOVE YOU!!
- WILL YOU MARRY ME, LOU?!?!
Harry Styles i Louis Tomlinson, członkowie BEST BOYSBANDU EVER (czyt. One Direction), uciekali przed rozentuzjazmowanym tłumem fanek. Sami nie wiedzieli jak to zrobili, ale po chwili już nie słyszeli wołania dziewcząt w wieku 12-18 l., tak na oko.
- Harry, znam jeden taki park, może tam przeczekamy tą "burzę" - Lou ujął burzę w powietrzu w cudzysłów.
- Dobra, prowadź. - Hazza nie ukrywał swojej złości.
Kiedy weszli do parku, poczuli dziwne uczucie bezpieczeństwa.
- Mam pomysł.
- Lou, wiesz, że boję się twojej wyobraźni.
- Dobra, cicho, słuchaj. Ja pobiegnę tam - wskazał na jakieś drzewo, hen daleko, przed nimi - a potem będziemy się ścigać do tego słupka - znajdował się on dokładnie w połowie dystansu.
- A możesz mi wytłumaczyć... jak to powiedzieć... PO CO?!
- A co? Wolisz romantyczny spacer? - Louis zabawnie poruszył brwiami. Harry przewrócił oczami.
- Zgadzam się, ale zróbmy jakiś zakład. Nie mam zamiaru się przemęczać bez powodu.
Louis zamyślił się na chwilę. Nagle dostał olśnienia.
- Dobra, ten który przegra, robi Niall'owi śniadania! Przez miesiąc, do końca naszego pobytu w Paryżu.
- CO?! Przecież on rano pochłania najwięcej.
- No właśnie.
- No niech będzie...
Louis pobiegł do wyznaczonego miejsca. Oczywiście, musiał być jakiś problem, bo jakaś dziewoja napatoczyła im się na tor i musieli to przeczekać. Nagle, przy słupku dziewczyna w pięknej niebieskiej sukience i rozpuszczonymi blond włosami do pasa, zaczęła upadać.
Harry patrzył jak głupi i dopiero po kilku sekundach, gdy usłyszał jej krzyk, ruszył jak z bicza strzelił.
Louis zobaczył przyjaciela i też zaczął biec.
Ale to by było za piękne, gdyby któremuś się udało. Chłopcy zderzyli się głowami, a dziewczyna spadła na ich obolałe i oszołomione cielska.
Meg bardzo się wystraszyła, gdy zobaczyła ich poobijane twarze. Hazza i Lou spojrzeli na dziewczynę, a potem na siebie. Blondynka dokładnie przyjrzała się chłopakom i cała trójka wybuchnęła rubasznym śmiechem.
- Cześć-Harry powoli dochodził do siebie, mówił przez łzy - Miło cię poznać. Jes.. - Chciał mówić dalej, ale zobaczył gigantycznego siniaka na twarzy przyjaciela. - Haha... - Wybuch śmiechu.
- Harry, a ja Lou - starszy chłopak opanował się na chwilę, po czym znowu uroczo się roześmiał.
Meg zaczęła się śmiać jeszcze bardziej. Gdzie podziała się jej nieśmiała strona? Wcięło.
Po jakiś 15 minutach siedzenia na chodniku i śmiania się z głupoty całej trójki, Harry postanowił ogarnąć towarzystwo (oh, jakiż on dojrzały) i po gentelmeńsku wstał, po czym podał damie rękę, a gdy i ta wstała, Lou zrobił minę zbitego szczeniaczka i Hazza pomógł wstać również tej panience.
- Jestem Meg, zazwyczaj chodzę normalnie. - powiedziała lekko zawstydzona.
Jakie miłe powitanie, pomyślał sympatycznie Lou.
- Ja Harry, zazwyczaj łapię ludzi, zamiast obijać innych.
- A ja Lou, zazwyczaj nie siedzę jak sierota na chodniku.
I wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem.
Na przyjemnej rozmowie upłynęło trochę czasu i zaczęło robić się zimno.
- Meg, trzęsiesz się. - Harry włączył swoją troskliwą stronę.
- Zaczynam marznąć.
- Może pójdziemy do nas, co Lou?
- Ale... - Meg znowu zaczęła być Meg.
- Nie mamy zamiaru się porwać i sprzedać, spokojnie.
- Dobra, ale chcę zaznaczyć, że mam ostre zęby i lubię gryźć.
Harry trochę zaniepokoił się tym wyznaniem, ale dziewczyna roześmiała się i już był spokojny.
No i poszli. Oczywiście, 1D mieli hajsu jak smalcu, więc wynajęli wielką willę z widokiem na Wieżę Eiffle (dla niepełno - sprytnych = czyt. ajfla). Meg była trochę wystraszona, nie wiedziała w sumie, czy Harry i Lou mieszkali sami, ale "mieszkanie" z zewnątrz wyglądało na wielkie, więc mogli mieszkać z połową Paryża a i tak byłoby gdzie się poszwendać w samotności. Po skórze dziewczyny przebiegły ciarki, gdy Lou wyjął wielki pęk kluczy, ile w tym domu może być pomieszczeń?!
PYK-PYK i Harry otworzył drzwi, ukazując wnętrze willi. Meg bała się wejść. A tu nagle straszy chłopak ją połaskotał, Hazza wyniuchał tok myślenia przyjaciela, po czym chwycił dziewczynę w ramiona niczym pannę młodą i pohasał z nią do salonu. Mieli do pokonania maraton, bo już chyba było wspominanie, że mieszkanie było... duże.
- LIAM, NIALL, ZAYN, DO SALONU TERAZ! - Meg roześmiała się, gdy chłopak o wysokim głosie krzyknął, zabrzmiał trochę jak mała dziewczyneczka.
- Czemu się śmiejesz? - Lou udawał obrażonego. Meg nie zdążyła odpowiedzieć, bo zobaczyła dwie osoby, wchodzące do pokoju i zaniemówiła.
-Hej, jestem Niall, a to Liam.- Zaczął blondyn trochę nieśmiało.
- Gdzie Zayn? - Harry wydawał się obojętny, nie zdziwiła go nieobecność przyjaciela.
 -U Perrie. - Niall posmutniał. - A jak się nazywasz, kochanie?
- Meg. Mogę się o coś spytać?
- Oczywiście.
- Nie jesteś Anglikiem, prawda?
- Nie, Irlandczykiem z krwi i kości. - powiedział i w dumny sposób wypiął pierś do przodu.
- I wesołego charakteru - dokończył Liam.
- Skąd wiedziałaś? - Hazza wydał się trochę zdezorientowany.
- Widać po nim, po prostu. - wyjaśniła Meg.
- Nigdy nie zauważyłem nic poza tym, że pożera tyle, co nasza czwórka ledwo mieści. - Lou poczuł potrzebę zbłaźnienia przyjaciela przy nowo poznanej osobie.
- Idę pogadać z Sophie, a Lou, Eleonor zdzwoniła.
- Ok, ok. Idę kochanie. - To było bardziej do siebie niż do reszty.
- A ja skoczę do kuchni po małe co nieco. - Zaproponował Harry.
- Lepiej duże co co nieco. - Niall był głodny. Nic nowego.
Gdy Harry poszedł Niall zaczął opowiadać Meg o tym, co robią w Paryżu, bo widział, że dziewczyna delikatnie się krępuje. I tak, Meg została oświecona, że ma do czynienia z mega sławnym boysbandem. Pobladła.
- A ty? Mieszkasz tu? - Usłyszała z oddali głos blondyna.
- Ja? Tak. Sama, studiuję. Chcę być malarką. - Tu wytniemy trochę wywodu Meg o wielkich malarzach, który, co dziwne, zainteresował Nialla.
- Meg, ile masz lat? Nie wyglądasz na studentkę. - Sympatyczne stwierdzenie, które zawierało w sobie komplement.
- Za 2 tygodnie skończę 20 lat.
- Ooo czyli będzie imprezka! - powiedział Horan rozbawionym głosem
- Nie wyprawiam, mam tylko jedną przyjaciółkę i żadnej rodzinny w pobliżu.
Niall więcej się już nie odezwał. Nastała krępująca cisz...
BRZDĘK ŁUP TUM TUTUURUURU BAM
- NIALL POMOCY - po hałasie wszyscy usłyszeli błagalny krzyk z kuchni
- Wybacz, o pani. Harry'ego najwyraźniej przerosło zrobienie tostów i herbaty.
- Muszę to zobaczyć. - Meg zapłonęła entuzjazmem.

Kiedy dwie blond głowy wszczubiły swe nochale i inne części ciała do kuchni, ujrzały najzabawniejszy i jednocześnie najtragiczniejszy widok w całym swoim życiu. Harry Styles, idol nastolatek, jeden z największych przystojniaków i w ogóle leżał na podłodze cały uwalony żarciem wszelkiego rodzaju. Co więcej, nie mam pojęcia, jak on tego dokonał, na jego głowie były resztki bodajże kisielu (a przecież miał zrobić herbatę), a na podłodze obok niego leżały szczątki bardzo przyzwoitego krzesła.
Meg nie wiedziała jak się zachować, spojrzała na Niall'a, a kiedy zobaczyła jego minę oboje wybuchnęli śmiechem. Wręcz natychmiast przybiegł Louis, pospiesznie żegnając się z El. Pierwszą rzeczą, która zobaczył byli Niall i Meg tarzający się po podłodze. Był lekko zdezorientowany. Potem jego wzrok padł na Harry'ego i wszystko było już jasne. Dołączył wtem do blondasków i tak chichrali się aż do momentu, gdy GŁOWA RODZINY - LIAM wszedł, otwierając z hukiem drzwi. Powiedział "CO TU SIĘ DZIEJE?!" Ochrzanił towarzystwo i kazał Hazzie wstać. Ale ten, sierota jakich mało, miał nogę przygniecioną przez stół.
- Jak ty, u licha, hahaahah, przewróciłeś stół, ahhahhaaa, niosąc talerz? - Lou chciał udawać zmartwionego, ale mu to trochę nie wyszło.
- Nieważne. - Biedny Harry, oj biedny.
Kiedy próbował się podnieść nikt z jego kochanych przyjaciół nie raczyło ruszyć swej szlachetnej dupencji, żeby mu pomóc. Wszyscy pękali ze śmiechu, nawet Liam. Pierwsza próba powstania okazała się niezbyt skuteczna, gdyż Harry poślizgnął się na resztkach lodów (cholera wie, skąd się tam wzięły). W końcu Louis się nad nim zlitował i go podniósł. Oczywiście nie obeszło się przy tym bez zaczepnych komentarzy.
I tak Styles i jego z letsza poobijana noga poszli do łazienki, powiedzmy trochę się ogarnąć. Reszta ludzi kazała mu potem posprzątać ten lekki bałaganik, gdyż nie chcieli zabierać mu tej przyjemności.
W międzyczasie towarzystwo urządziło sobie wieczorek dyskusyjny. Gadali na przeróżne tematy śmiejąc się niesamowicie.
Po jakiś 30 minutach Harry zrobił kambek i oświadczył, iż nigdy więcej nie dotknie niczego w tej kuchni.
- Więcej żarcia dla mnie. - Tak, zgadliście, to Niall.
- Ekhem, chyba nas, debilu.
- Dobra, Lou, cicho bądź.
Jaka miła wymiana zdań.
 - Ej, słuchajcie, ja chyba muszę już iść. - Powiedziała Meg, po tym, jak spojrzała na zegarek.
21:00
- Odwieźć cię? - +50 dla kultury u Niall'a
- Nie trzeba. - znowu dziewczyna stała się trochę nieśmiałą. - Mam bilet na autobus.
I poszła. Hen, przed siebie. Wśród chłopaków nastała chwilowa cisza. Już któryś miał się odezwać, gdy nagle:
- EJ!! Chłopaki? Powiecie mi gdzie jest wyjście? HALO!!
Tak jak już zostało to wcześniej wspomniane, ich apartamencik był sporawy. A więc rozbawiony Harry bohater pobiegł ratować zagubioną dziewoję.
Po chwili wrócił do również śmiejących się chłopaków z zespołu.
- Ej, chłopaki, mam pomysł! - dzisiaj Niall dużo mówił. A to jeszcze nie koniec (eh, gdyby tylko czasem najpierw skończył przeżuwanie, byłoby miło).


----------------------
Podobało się?
Liczymy na komentarze ♥
Martha i Paólina kłaniają się nisko.