Nagle do pokoju, niczym ninja, wbił Zayn.
- Cześć. - Z jego głosu łatwo można było wywnioskować, że znów pokłócił się z Perrie, swoją dziewczyną. Miejmy nadzieję, że go nie pobiła. (Mógł odnieść obrażenia wewnętrze... Ma ktoś numer do dobrego lelarza?)
- Cześć. Siadaj. Musimy ci coś powiedzieć. - Liam nawijał szybciorem, niczym Struś-Pędziwiatr, był wyraźnie zaciekawiony.
Teraz wytniemy kawałek o tym, jak chłopcy (niepoprawnie i nielogicznie) opowiadali o wydarzeniach dnia. Oh, ah.
- I chciałem powiedzieć, ale ktoś mi przerwał (wymowne spojrzenie na Malika), że ona niedługo ma urodziny, ale tylko jedną przyjaciółkę. Może zrobimy jej epicką imprę na dwudziestkę? - tak, Niall i jego błyskotliwość.
-BEZ ALKOHOLU, CHŁOPCY! -Kto się nie domyślił, że to Liam?
- Chcę zaznaczyć, iż jej nie znamy... . - Harry musiał dowalić coś sensownego. Po co? Co za debil.
- Szczegół. Się poznamy. - Lou podchwycił pomysł swojego młodszego zioma i przybili sobie żółwika. Tururu.
- To co? Jesteście za? Łapy do góry, niczym kangury! - Niall i te jego powiedzonka...
Trzy ręce wzniosły się ku niebu, a jedna, o oliwkowej cerze, pozostając niepewna podniosła się, gdyż jej właściciel spostrzegł, że inni chcą tej imprezy, więc co się będzie chłopina sprzeciwiał. YOLO.
- No to robimy!
- Ale tylko my? - tamtararam. Logiczny Liam powraca. Payne, nie zaczyna się zdania od 'ale'.
- Tak i mówiła coś o swojej przyjaciółce, ją też warto zaprosić. - blondyn nie mógł powstrzymać podniecenia.
- Może ją bliżej poznamy? - Zayn'owi naprawdę zaczęło zależeć na poznaniu Meg.
- To po nią zadzwonię!
- Niallu Horanie, masz jej numer i nic nie mówisz!
- Louisie Tomlinsonie, owszem.
- Ej chłopaki! Jest po 22.. Zadzwonimy jutro. - Niall spojrzał zawiedziony na Liam'a zerkającego na zegarek.
- Okej... Masz racje. - biedny chłopaczek. Pewnie pół nocy, będzie płakał w podusię, ktorą dostał ostatnimi czasy od Hazzy.
- To co? - odezwał się Loczek - Idziemy już spać? Nie chce mi się jeszcze... - och ty badboyu, przecież już po dobranocce. Przez Meg nie obejrzeli, cza to nadrobić! - Robimy coś? Gramy na playstation?
- Dzieciarnia! Do łóżek! - Liam zrobił poważną minę i pokazywał w stronę sypialni. *a Lou je starszy...*
Cała czwórka zrobiła typowe "wtf" i popatrzeli na siebie zdziwieni. Po chwili wybuchnęli śmiechem.
- Dobre tatuśku! Może jeszcze nam poczytasz? - Horan dusił się. Albo miał pierwszą fazę porodu, tego nikt nie wie.
- Noo jemu to tak.. On nie umie czytać. - Ouć. Wredny Louis.
- Ja. Nie. Żartuję. - Payno wyraźnie akcentował każde słowo. Tak stojąc na prawdę wyglądał jak jakaś typowa mamuśka. Brakowało tylko fartuszka w kotki i wałka w ręce. Zayn i Harry spojrzeli na siebie znacząco (skurczybyki coś kombinują).
- Okej, chodź tato. Idziemy spać. - Loczek zaczął iść w stronę Liam'a z aroganckim uśmieszkiem, ten się wystraszył (ale mi ojciec) i się cofnął.
- Oj no tatusiu.. Nie chcesz iść ze mną? - był coraz bliżej. Liam już chciał uciec, ale drogę zagrodziła mu ściana. - No ale najpierw przydałoby się wykąpać, nie sądzisz?
Niall i Louis byli tymi cichymi (jakaś nowość) świadkami. Co chwilę tylko zerkali na siebie z rozbawieniem.
Harry złapał Liam'a, który próbował mu się wyrwać, co w sumie było normalnym zachowaniem obronnym (jak zawsze mądry Daddy). W końcu młodszy chwycił go jak pannę młodą (uu coś się kroi). Unieruchomiony Payno zaczął się drzeć jak małe dziecko (bardziej dziewczynka).
- Harry! Nie tak ostro! - nie no Louis'a to się po prostu nie da uciszyć nawet na 5 minut.
- Spokojnie. Wszystko jest okej, prawda tatku?
Loczek z przyjacielem w objęciach potańcował w stronę łazienki. W drzwiach stał Zayn ucieszony jak 3-latek po zrobieniu kupki. Zacierał ręce.
- Cześć tato.
- Harry. Masz. Mnie. Natychmiast. Postawić. Na ziemię. - Liam był nieźle wkurzony (w sumie kto by nie był, żyjąc z taką bandą idiotów).
Zayn przesunął się, robiąc miejsce w przejściu. Chłopak niosący drugiego kumpla przeszedł przez próg. Kiedy Liam zorientował się, co na niego szykują zaczął się panicznie wyrywać, szarpać, piszczeć i co tam się jeszcze da robić jak przestraszona dziewczyna.
- Ooj widzę, że ktoś się wystraszył? - nie, dostał ataku padaczki. Myślałbyś czasem Styles - Spokojnie! Nie będzie bolało!
- Zaraz ciebie coś zaboli. - Groźny Liam? Chyba muszę to gdzieś zapisać.
- Uuu Harry. Bój się.. - Zayn cały czas śmiał się jak głupi.
Harry zaczął zbliżać się do celu. Niósł swojego wyrywającego się przyjaciela. Malik postanowił mu pomóc w zaoszczędzeniu kilku siniaków.
- No to na 3.. - Harry uśmiechnął się łobuzersko.
- Jeden..
- Dwa..
- AAAA!*
*BIG MEGA PLUSK*
W tym momencie Liam został wypuszczony z objęć i pofrunął wprost do napełnionej wodą wanny, ale takiej dużej, z hydromasażem itp.. Więc pełny luksus.
Liam niczym syrena wyłonił się z wody. Pozostała dwójka przybiła pjonę i nie mogli opanować śmiechawy.
- Wy idioci.. - dławiący się wodą chłopak próbował wyjść z wanny.
- No! To teraz możemy iść spać. Dobranoc tatuśku. - bezczelny Harry, hm.
Wyszli zostawiając nieogarniętego, mokrego Liam'a.
- Kiedyś naprawdę ich pozabijam, a potem powrzucam do wanny... - powiedział do siebie, sięgając po ręcznik.
Następnego dnia, po ogarnięciu się i w ogóle, Niall zadzwonił do Meg:
*dzwoni*
- Hej, tu Niall.
- O, cześć. Meg.
- Co byś powiedziała na obiad i ciasto u nas?
- Ale z grubej rury. A wiesz, że bardzo chętnie? Będę o 14, ok?
- Ok. Do zobaczenia.
*rozłącza się*
- CZY TY WIESZ, ŻE TERAZ MUSIMY ZROBIĆ OBIAD I CIASTO?! - Lou był wyraźnie przestraszony.
- Z obiadem nie będzie problemu, zrobimy z Harry'm tortille. A z ciastem... tu będzie problem. - Liam jak zwykle ratuje dupę przyjaciela.
- A może ja, miszcz w żarciu, objawię też taleny piekarnicze?
- Cukiernicze, Niall.
- MALIK CICHO. - Po nazwisku, to po pysku. Dobrze, że Zayn nie zna tej zasady.
- Kto chce pomóc tak uroczemu blondynkowi jak ja? - Tu pojawiają się tzw. słodkie oczęta.
- Eh, no ja. Niech będzie. Ale Lou też. - I tak, Zayn będzie robił ciasto. - Jakie?
- Jak mam robić to marchewkowe. -co jak co, ale oryginalność to ty Lou masz we krwi.
- Marchewki to ja ci moge co najwyżej do tortilli wsadzić. - Harry, oj Harry, niekulturalnie.
- Ok. To może tort czekoladowy?
- TAAAAK. - Cztery głosy. Zgodne jak nigdy.
Zayn objawiał swoje zdolności zawsze, gdy pojawiał się w pobliżu mąki i takich tam:
-Niall, do cholery, możesz wsadzić to jajko do miski?
Blondyn wykonal polecenie przyjaciela.
- IDIOTO, BEZ SKORUPKI!
Louis musiał się roześmiać, dołączył do niego Horan, więc Zayn przełamał swoja poważną stronę i zdzielił Irlandczykowi jajkiem.
Ten mu oddal, ale trafił w Louis'a i wojna rozpętała się, ze hejże ho!
Po 15 minutach wszedł Liam.
- Megan będzie za pół godziny, ja z Harrym musimy zrobić obiad, a widzę tylko trzech debili w mące i jajkach, żadnego ciasta.
- O kurde. - Blondyn zareagował natychmiast.
- Ups - Lou jakoś się nie przejął, wzruszył tylko ramilnami
- Dobra, mądry Zayn uratuje sytuację. Zamówimy ciasto!
- Idę po nie zadzwonić. - Lou się poświęcił, ale dobroduszny.
- EJ, chlopaki, Perrie napisała, że musimy się dzisiaj koniecznie spotkać...
- Dobra, idź. Poznasz Meg następnym razem.
- Uhg, dzięki, Liam. Mam już tego wszystkiego serdecznie dość.
- Nie gadaj, tylko idź. Skończcie to kiedyś.
- Cześć.
Chłopak wyszedł, a tu nagle::
DING-DONG
-To Meg. - Lou wypowiedział te słowa szeptem i zanim zdążył wstać, jego irlandzki kumpel już otwierał dziewczynie drzwi.
- Czuję jedzenie. Jestem głodna.
- To pjona!
- Daj haj fajf!
Reszta chłopaków nie słyszała rozmowy, ale głośny plask.
Harry się przestraszył i schował za kanapę, Liam wpisał w Google: "Co zrobić, gdy ktoś pobije mojego kolegę?", a Lou pobiegł do nich zobaczyć, co się stało. Gdy zobaczył ich roześmiane twarze, trochę nie połapał o co chodzi. Nie drążył tematu, powiedział zaś:
- Zapraszam państwa do stołu. Ale... ktoś musi go nakryć.
- Już nakryty, chodźcie!
To był krzyk Harry'ego.
- Jejku, jak dawno nie jadłam tortilli. Mniam.
- Ej, co z tym ciastem? - Niall szepnął Louisowi na ucho (jak romantiko).
- O kurde. Za... Zapomniałem. - Tu Tomlinson przywalił łbem o stół.
- Ja przyniosłam coś słodkiego. Nie umiecie mówić szeptem. - Meg mrugnęła do Lou i Horana.
- Już cię kocham. - Niall?!
- Powoli, kolego.
- Myślę, że moglibyśmy się lepiej poznać. - Harry znowu swoje.
- Ok. Może zagramy w pytanie na pytanie?
- Tak, możemy, ale usiądźmy na kanapie.
Przesiedli się i zaczęła się zabawa.
*Dla mniej doinformowanych, pragnę uściślić, iż po "dwa" powinno nastąpić "trzy". Taki tam edukacyjny odnośnik.
--------------------------
Powracamy z następnym rozdziałem.
Pozdrawiamy i liczymy na komentarze! xx
Martha i Paólina
Kiedy macie następne spotkanie z waszym psychologiem? Bo wam się to przyda o_0 A tak wgl fajne xD
OdpowiedzUsuń