Pewnego słonecznego dnia Meg postanowiła przejść do parku. Wysoka i szczupła blondynka szybko się ubrała i poszła pooddychać świeżym, paryskim powietrzem (tak, zgadliście - mieszka w Paryżu). Wybrała mało znany park, nieodwiedzany nagminnie przez turystów, niedaleko jej domu. Było jej smutno, ale charakter miała dziwny, i jedno malutkie wesołe wydarzenie mogło podnieść ją na duchu.
I tak idąc zastanawiała się nad tym, dlaczego jest strasznie nieśmiała, (i w ogóle nad sensem istnienia, itepe) ma tylko jedną przyjaciółkę i mimo prawie 20 lat nigdy nie miała chłopaka. Zaprzątając sobie głowę tymi nieistotnymi rzeczami, nie zauważyła prawdziwego zagrożenia! Potknęła się o nierówną cegiełkę, która swoją drogą miała bardzo dziwny kolor, i leciała, a wiatr delikatnie rozwiewał jej włosy niczym w reklamie l'oreal.
W tym samym czasie
- ONE DIRECTION. AAAA!
- HARRY, I LOVE YOU!!
- WILL YOU MARRY ME, LOU?!?!
Harry Styles i Louis Tomlinson, członkowie BEST BOYSBANDU EVER (czyt. One Direction), uciekali przed rozentuzjazmowanym tłumem fanek. Sami nie wiedzieli jak to zrobili, ale po chwili już nie słyszeli wołania dziewcząt w wieku 12-18 l., tak na oko.
- Harry, znam jeden taki park, może tam przeczekamy tą "burzę" - Lou ujął burzę w powietrzu w cudzysłów.
- Dobra, prowadź. - Hazza nie ukrywał swojej złości.
Kiedy weszli do parku, poczuli dziwne uczucie bezpieczeństwa.
- Mam pomysł.
- Lou, wiesz, że boję się twojej wyobraźni.
- Dobra, cicho, słuchaj. Ja pobiegnę tam - wskazał na jakieś drzewo, hen daleko, przed nimi - a potem będziemy się ścigać do tego słupka - znajdował się on dokładnie w połowie dystansu.
- A możesz mi wytłumaczyć... jak to powiedzieć... PO CO?!
- A co? Wolisz romantyczny spacer? - Louis zabawnie poruszył brwiami. Harry przewrócił oczami.
- Zgadzam się, ale zróbmy jakiś zakład. Nie mam zamiaru się przemęczać bez powodu.
Louis zamyślił się na chwilę. Nagle dostał olśnienia.
- Dobra, ten który przegra, robi Niall'owi śniadania! Przez miesiąc, do końca naszego pobytu w Paryżu.
- CO?! Przecież on rano pochłania najwięcej.
- No właśnie.
- No niech będzie...
Louis pobiegł do wyznaczonego miejsca. Oczywiście, musiał być jakiś problem, bo jakaś dziewoja napatoczyła im się na tor i musieli to przeczekać. Nagle, przy słupku dziewczyna w pięknej niebieskiej sukience i rozpuszczonymi blond włosami do pasa, zaczęła upadać.
Harry patrzył jak głupi i dopiero po kilku sekundach, gdy usłyszał jej krzyk, ruszył jak z bicza strzelił.
Louis zobaczył przyjaciela i też zaczął biec.
Ale to by było za piękne, gdyby któremuś się udało. Chłopcy zderzyli się głowami, a dziewczyna spadła na ich obolałe i oszołomione cielska.
Meg bardzo się wystraszyła, gdy zobaczyła ich poobijane twarze. Hazza i Lou spojrzeli na dziewczynę, a potem na siebie. Blondynka dokładnie przyjrzała się chłopakom i cała trójka wybuchnęła rubasznym śmiechem.
- Cześć-Harry powoli dochodził do siebie, mówił przez łzy - Miło cię poznać. Jes.. - Chciał mówić dalej, ale zobaczył gigantycznego siniaka na twarzy przyjaciela. - Haha... - Wybuch śmiechu.
- Harry, a ja Lou - starszy chłopak opanował się na chwilę, po czym znowu uroczo się roześmiał.
Meg zaczęła się śmiać jeszcze bardziej. Gdzie podziała się jej nieśmiała strona? Wcięło.
Po jakiś 15 minutach siedzenia na chodniku i śmiania się z głupoty całej trójki, Harry postanowił ogarnąć towarzystwo (oh, jakiż on dojrzały) i po gentelmeńsku wstał, po czym podał damie rękę, a gdy i ta wstała, Lou zrobił minę zbitego szczeniaczka i Hazza pomógł wstać również tej panience.
- Jestem Meg, zazwyczaj chodzę normalnie. - powiedziała lekko zawstydzona.
Jakie miłe powitanie, pomyślał sympatycznie Lou.
- Ja Harry, zazwyczaj łapię ludzi, zamiast obijać innych.
- A ja Lou, zazwyczaj nie siedzę jak sierota na chodniku.
I wszyscy znowu wybuchnęli śmiechem.
Na przyjemnej rozmowie upłynęło trochę czasu i zaczęło robić się zimno.
- Meg, trzęsiesz się. - Harry włączył swoją troskliwą stronę.
- Zaczynam marznąć.
- Może pójdziemy do nas, co Lou?
- Ale... - Meg znowu zaczęła być Meg.
- Nie mamy zamiaru się porwać i sprzedać, spokojnie.
- Dobra, ale chcę zaznaczyć, że mam ostre zęby i lubię gryźć.
Harry trochę zaniepokoił się tym wyznaniem, ale dziewczyna roześmiała się i już był spokojny.
No i poszli. Oczywiście, 1D mieli hajsu jak smalcu, więc wynajęli wielką willę z widokiem na Wieżę Eiffle (dla niepełno - sprytnych = czyt. ajfla). Meg była trochę wystraszona, nie wiedziała w sumie, czy Harry i Lou mieszkali sami, ale "mieszkanie" z zewnątrz wyglądało na wielkie, więc mogli mieszkać z połową Paryża a i tak byłoby gdzie się poszwendać w samotności. Po skórze dziewczyny przebiegły ciarki, gdy Lou wyjął wielki pęk kluczy, ile w tym domu może być pomieszczeń?!
PYK-PYK i Harry otworzył drzwi, ukazując wnętrze willi. Meg bała się wejść. A tu nagle straszy chłopak ją połaskotał, Hazza wyniuchał tok myślenia przyjaciela, po czym chwycił dziewczynę w ramiona niczym pannę młodą i pohasał z nią do salonu. Mieli do pokonania maraton, bo już chyba było wspominanie, że mieszkanie było... duże.
- LIAM, NIALL, ZAYN, DO SALONU TERAZ! - Meg roześmiała się, gdy chłopak o wysokim głosie krzyknął, zabrzmiał trochę jak mała dziewczyneczka.
- Czemu się śmiejesz? - Lou udawał obrażonego. Meg nie zdążyła odpowiedzieć, bo zobaczyła dwie osoby, wchodzące do pokoju i zaniemówiła.
-Hej, jestem Niall, a to Liam.- Zaczął blondyn trochę nieśmiało.
- Gdzie Zayn? - Harry wydawał się obojętny, nie zdziwiła go nieobecność przyjaciela.
-U Perrie. - Niall posmutniał. - A jak się nazywasz, kochanie?
- Meg. Mogę się o coś spytać?
- Oczywiście.
- Nie jesteś Anglikiem, prawda?
- Nie, Irlandczykiem z krwi i kości. - powiedział i w dumny sposób wypiął pierś do przodu.
- I wesołego charakteru - dokończył Liam.
- Skąd wiedziałaś? - Hazza wydał się trochę zdezorientowany.
- Widać po nim, po prostu. - wyjaśniła Meg.
- Nigdy nie zauważyłem nic poza tym, że pożera tyle, co nasza czwórka ledwo mieści. - Lou poczuł potrzebę zbłaźnienia przyjaciela przy nowo poznanej osobie.
- Idę pogadać z Sophie, a Lou, Eleonor zdzwoniła.
- Ok, ok. Idę kochanie. - To było bardziej do siebie niż do reszty.
- A ja skoczę do kuchni po małe co nieco. - Zaproponował Harry.
- Lepiej duże co co nieco. - Niall był głodny. Nic nowego.
Gdy Harry poszedł Niall zaczął opowiadać Meg o tym, co robią w Paryżu, bo widział, że dziewczyna delikatnie się krępuje. I tak, Meg została oświecona, że ma do czynienia z mega sławnym boysbandem. Pobladła.
- A ty? Mieszkasz tu? - Usłyszała z oddali głos blondyna.
- Ja? Tak. Sama, studiuję. Chcę być malarką. - Tu wytniemy trochę wywodu Meg o wielkich malarzach, który, co dziwne, zainteresował Nialla.
- Meg, ile masz lat? Nie wyglądasz na studentkę. - Sympatyczne stwierdzenie, które zawierało w sobie komplement.
- Za 2 tygodnie skończę 20 lat.
- Ooo czyli będzie imprezka! - powiedział Horan rozbawionym głosem
- Nie wyprawiam, mam tylko jedną przyjaciółkę i żadnej rodzinny w pobliżu.
Niall więcej się już nie odezwał. Nastała krępująca cisz...
BRZDĘK ŁUP TUM TUTUURUURU BAM
- NIALL POMOCY - po hałasie wszyscy usłyszeli błagalny krzyk z kuchni
- Wybacz, o pani. Harry'ego najwyraźniej przerosło zrobienie tostów i herbaty.
- Muszę to zobaczyć. - Meg zapłonęła entuzjazmem.
Kiedy dwie blond głowy wszczubiły swe nochale i inne części ciała do kuchni, ujrzały najzabawniejszy i jednocześnie najtragiczniejszy widok w całym swoim życiu. Harry Styles, idol nastolatek, jeden z największych przystojniaków i w ogóle leżał na podłodze cały uwalony żarciem wszelkiego rodzaju. Co więcej, nie mam pojęcia, jak on tego dokonał, na jego głowie były resztki bodajże kisielu (a przecież miał zrobić herbatę), a na podłodze obok niego leżały szczątki bardzo przyzwoitego krzesła.
Meg nie wiedziała jak się zachować, spojrzała na Niall'a, a kiedy zobaczyła jego minę oboje wybuchnęli śmiechem. Wręcz natychmiast przybiegł Louis, pospiesznie żegnając się z El. Pierwszą rzeczą, która zobaczył byli Niall i Meg tarzający się po podłodze. Był lekko zdezorientowany. Potem jego wzrok padł na Harry'ego i wszystko było już jasne. Dołączył wtem do blondasków i tak chichrali się aż do momentu, gdy GŁOWA RODZINY - LIAM wszedł, otwierając z hukiem drzwi. Powiedział "CO TU SIĘ DZIEJE?!" Ochrzanił towarzystwo i kazał Hazzie wstać. Ale ten, sierota jakich mało, miał nogę przygniecioną przez stół.
- Jak ty, u licha, hahaahah, przewróciłeś stół, ahhahhaaa, niosąc talerz? - Lou chciał udawać zmartwionego, ale mu to trochę nie wyszło.
- Nieważne. - Biedny Harry, oj biedny.
Kiedy próbował się podnieść nikt z jego kochanych przyjaciół nie raczyło ruszyć swej szlachetnej dupencji, żeby mu pomóc. Wszyscy pękali ze śmiechu, nawet Liam. Pierwsza próba powstania okazała się niezbyt skuteczna, gdyż Harry poślizgnął się na resztkach lodów (cholera wie, skąd się tam wzięły). W końcu Louis się nad nim zlitował i go podniósł. Oczywiście nie obeszło się przy tym bez zaczepnych komentarzy.
I tak Styles i jego z letsza poobijana noga poszli do łazienki, powiedzmy trochę się ogarnąć. Reszta ludzi kazała mu potem posprzątać ten lekki bałaganik, gdyż nie chcieli zabierać mu tej przyjemności.
W międzyczasie towarzystwo urządziło sobie wieczorek dyskusyjny. Gadali na przeróżne tematy śmiejąc się niesamowicie.
Po jakiś 30 minutach Harry zrobił kambek i oświadczył, iż nigdy więcej nie dotknie niczego w tej kuchni.
- Więcej żarcia dla mnie. - Tak, zgadliście, to Niall.
- Ekhem, chyba nas, debilu.
- Dobra, Lou, cicho bądź.
Jaka miła wymiana zdań.
- Ej, słuchajcie, ja chyba muszę już iść. - Powiedziała Meg, po tym, jak spojrzała na zegarek.
21:00
- Odwieźć cię? - +50 dla kultury u Niall'a
- Nie trzeba. - znowu dziewczyna stała się trochę nieśmiałą. - Mam bilet na autobus.
I poszła. Hen, przed siebie. Wśród chłopaków nastała chwilowa cisza. Już któryś miał się odezwać, gdy nagle:
- EJ!! Chłopaki? Powiecie mi gdzie jest wyjście? HALO!!
Tak jak już zostało to wcześniej wspomniane, ich apartamencik był sporawy. A więc rozbawiony Harry bohater pobiegł ratować zagubioną dziewoję.
Po chwili wrócił do również śmiejących się chłopaków z zespołu.
- Ej, chłopaki, mam pomysł! - dzisiaj Niall dużo mówił. A to jeszcze nie koniec (eh, gdyby tylko czasem najpierw skończył przeżuwanie, byłoby miło).
----------------------
Podobało się?
Liczymy na komentarze ♥
Martha i Paólina kłaniają się nisko.
Bardzo fajne :)
OdpowiedzUsuń